MOJE ZAPISKI O SPRAWACH I WYDARZENIACH WOBEC KTÓRYCH NIE POTRAFIĘ PRZEJŚĆ OBOJĘTNIE
- można też określić je jako BLOG nie...codzienny czyli pisany w kratkę.


Jeśli nie jesteś obojętny wobec mojej strony wpisz się do księgi


[zobacz księgę dopisz do księgi ]

"Koniec stycznia - początek zimy!? " (zima 2007)

Jesień wyjatkowo długa tego roku nie obfitowała w jakieś super wydarzenia kulturalne,
kilka lekkich filmów - nic specjalnego!
Za to aura szaleje na calego!!!
Najpierw jesienio - wiosna, złoty deszcz i inne kwiecie zaczęło się pojawiać!
Trawa zieleniła się całkiem przyjemnie.
Na początku roku huragany wyrywały drzewa z korzeniami zwalając je gdzie popadnie.
Niejedna osoba w Europie straciła dach nad głową, a nawet zycie.
Czy to pierwsze zwiastuny skutków degradacji środowiska naszej biednej kuli ziemskiej?
Czy ta cywilizacja warta jest tej ceny?
Dopiero w ostatni tydzień stycznia pogoda stanęła na wysokości ... zimy - zrobiło się pięknie biało.
Lekki mrozik, drzewa w białych czapeczkach - och jak pięknie!!!
Cieszmy się , bo nie wiadomo jak długo potrwa ta bajka.
Coraz bardziej przekonuję się do filozofii - ŻYJ CHWILĄ!!!


"I znowu następny wakacyjny przegląd teatralny!" (lipiec 2006)

Jak ten czas leci!
Już wakacje i jak co roku ... wakacyjny przegląd przedstawień teatralnych- już 9-ty!!!
W tym roku gościnnie występował Teatr Krystyny Jandy "Polonia" z Warszawy.
Jako że jestem kobieta pracująca (żadnej pracy się nie boję)
obejrzałam trzy z sześciu wekeendowe przedstawienia
tzn:
DARKROOM
BADANIA TERENOWE NAD UKRAIŃSKIM SEKSEM
STEFCIA ĆWIEK W SZPONACH ŻYCIA

Jak zwykle świetni aktorzy, Figura zagrała tak , jakby rola stworzona była dla niej.
Smutne opowiadanie kobiety, która młodość spędziła w systemie komunistycznym na wschodzie Europy.
Pozostało piętno, którego nie jest w stanie złagodzić nawet sukces w kraju - legendzie, w Ameryce.

Darkroom - to skrawki życia współczesnego , które nas dotyka sprytnie osadzone w polskich realiach

Stefcia... to sztuka komediowa ponadczasowa o dorastającej panience,
w rolę której świetnie wcieliła się Krukówna - miło było popatrzeć.
Barwną postać ciotki stworzyła Zofia Merle.
Komedia lekka, łatwa i przyjemna - w sam raz na upały które nas tego lipca dopadły!


"Nowy rozdział życia" (czerwiec 2006)

Znacie moje fantazje kulinarne, jeśli gościcie od czasu do czasu w mojej kuchni.
Myślę że jest to jedna z najprostszych przyjemności "dla ciała".
Najprostszy placek z blachy może być zarazem małym "dziełem sztuki kulinarnej"
a równocześnie "poezją na podniebieniu".
Lubię tworzyć - cokolwiek by to nie było!
Bardzo lubię zajrzeć w prawie pustą lodówkę i z kilku składników podstawowych oraz wielu przypraw stworzyć coś pysznego!
To prawdziwe wyzwanie! I w moim zaciszu kuchennym nie raz tworzyłam coś z niczego.
Jednak od pewnego czasu postanowiłam podzielić się z innymi tą umiejętnością.
Zamieściłam na mojej stronce wymyslone lub wypróbowane przezemnie przepisy.
Zaczęłam wymyslać nowe potrawy pod wpływem fantazji kulinarnych Okrasy i Pascala
oraz prezentować je innym. Tak też trafiłam do OLIMPIADY SMAKU,
o czym pisałam już w dziale ZaPiski kuchenne.
Co prawda nie zwyciężyłam (tylko i aż czwarte miejsce!),
ale dostałam zaproszenie do gotowania w Akademii Kurta Schellera w ostatni dzień czerwca.
Myślę że zaczął się nowy rozdział w moim życiu, w którym sztuka kulinarna zajęła ważną pozycję wśród moich zainteresowań twórczych.


"Wiosna - radosna!" (kwiecień 2006)

To piękna pora roku, szczególnie po ostatniej zimie, długiej i śnieżnej.
Kłopoty zdrowotne mamy już prawie za sobą, więc powiało optymizmem.
Nawet przed świętami byliśmy w górach.
Na północnych stokach jeszcze sporo śniegu było , ale powietrze wspaniałe, i słońce grzało oszałamiająco!
Tradycyjnie w czasie kiedy mąż zażywał przyjemności kibicowania w pub-ie sportowym ja obejrzałam "Plan doskonały".
Film niby o napadzie na bank, jednak nie to okazało się istotne.
Nie wszystko w życiu jest takie, jakie się wydaje.
Szacowny bankier okazuje się facetem z czarną nazistowską przeszłością,
który wcale nie jest zainteresowany w złapaniu faceta , który ukradł z jego skrytki brylanty i nie tylko.
Bandyta, okazuje się wbrew pozorom nie zabił nikogo i jest gościem który budzi
sympatię, który podrzuca policyjnemu negocjatorowi jeden z brylancików.
Negocjator jest facetem bardzo romantycznym - bardzo zakochanym w swojej żonie.
Występuje jeszcze prywatna negocjatorka -rzeczniczka bankiera.
I tu ukazuje się jej świat - sfera wpływów, ważnych figur i grubych ryb, wielkiej kasy
- cały ten świat polityczny (szeroko rozumiany), gdzie tuszuje się najgorsze zbrodnie,
a zarazem nęka drobne uchybienia od reguł wymyślonych nie wiadomo przez kogo.

Brrrrr

Film pełen niespodzianek, który nasuwa mi taką właśnie myśl.
Nie zawsze wszystko jest takie, jak wygląda na pierwszy rzut oka.
Ktoś kto wygląda jak żebrak nie zawsze musi nim być.

Pozory mylą !

A film wielopłaszczyznowy i choć nie arcydzieło przyjemnie się ogląda. Polecam.


"KATASTROFA w KATOWICACH" (styczeń 2006)

W sobotę o godz. 17.15 zawalił się dach jednego z pawilonów
na terenie Międzynarodowych Targów Katowickich.
Wiele osób nieżyje, wielu rannych ... trudno znaleźć odpowiednie słowa.

Trzepocą białe skrzydła.

Krajobraz po bitwie
z beztroską ludzką
z siłami natury.
Pod zwałami śniegu
runęły stalowe mury.

Trzepocą szare skrzydła
medalisty, championa.
W noc mroźną i ciemną
nikt ich już nie przywoła.

Trzepoce skrzydło złamane
w klatce z blachy i prętów
Cichnie o pomoc wołanie.

Łza zamarza w oku.


"CIESZCIE SIĘ Z TEGO CO MACIE !" (styczeń 2006)

To moje przesłanie na Nowy Rok.
Skąd takie przekonanie? Jak zwykle lekcja życia nr...
oj, nie pamiętam już która.
Przed Świetami w starym roku byłam przeziębiona.
Miałam doła z tego powodu, bo ....
...nie zdążę wszystkiego zrobić na czas
... że świeta z kaszlem
...nie pójdę na pasterkę ...

W przeddzień Wigilii mamusia uległa wypadkowi,
leży biedna w gipsie i potrzebuje właściwie opieki non stop.
I te moje wszystkie bo.. stały się stekiem bzdur nic nie ważnych.

Będąc przed południem w domu obejrzałam kilka reportaży o ludziach chorych,
kilka o dzieciach chorych na doprawdy dziwne i straszne choroby.
Człowiek naprawdę powinien się cieszyć z tego co ma, bo zawsze może spotkać go
coś dużo gorszego, czego wam nie życzę.
Zyczę wam zdrowia, bo to najważniejsze oraz dystansu do wielu naprawdę mało ważnych spraw.


"ŻYCIE bez przeŻYĆ ?" (31 sierpień 2005)

Czy warto tak żyć, powoli stabilnie, bez emocji?

Lato zawsze kojarzy się z emocjami - przynajmniej mnie.
Tak staramy zaplanować sobie ten czas letni,
aby oderwać się od codziennej monotonii,
aby przeżyć cos miłego, emocjonującego, niezwyklego.
Bo przecież po to są wakacje!
Sam wyjazd urlopowy -
umiarkowane wrażenia po słowackiej stronie jak woda w termalnych kąpieliskach.
Dużo Polaków nie zawsze kulturalnych, ale ceny przystępne i zdrowotnie OK!

Jednak urlop zaczęłam od Letniego Przeglądu Teatralnego w Teatrze Rozrywki w Chorzowie. Trzy spektakle świetnie dobrane, dotykające do żywego bolączek współczesnego świata.

TESTOSTERON

Andrzej Saramonowicz - Autor
Agnieszka Glińska - Reżyseria
Jan Kozikowski - Scenografia
Olena Leonenko - Muzyka

TIRAMISU

Reżyseria: Aldona Figura
Scenografia: Katarzyna Paciorek
Muzyka: Adrian Foltyn
Kierownictwo produkcji - Joanna Kmiecik-Żaja

MISS HIV

Macieja Kowalewskiego
opowiada o życiu czterech kobiet, dotkniętych wirusem HIV
i walczących o tytuł najpiękniejszej.
W role Urszuli, Iriny, Klary i Julii
wcielają się niepowtarzalne Ewa Szykulska, Maria Seweryn,
Izabela Kuna i Patrycja Szczepanowska.
Prowadzący wybory Rafael - Tomasz Tyndyk.

Szczególnie pierwszy i trzeci spektakl dostarczył niesamowitych emocji.

Naprawdę warto obejrzeć te spektakle!

A teraz o ksiązce , którą przeczytałam w wakacje-
"S@motności w Sieci" - Janusz Leon Wiśniewski

Prawie wszystko o książce na stronie jej autora.

Napewno zgodzę się z jednym - warto żyć aby przeżyć jakieś emocje nawet ekstremalne.
Moje doświadczenia z Netu są inne, więc może dlatego historia z książki
wydaje mi się nazbyt fikcyjna, ale przecież książka musi buć ciekawa.
I to w zupełności usprawiedliwia autora.
Napewno warto przeczytać tą pozycję.

Żyjcie "pełną piersią" bo czas tak szybko ucieka.
Jesienią wszystko zbrązowieje aż w końcu zastygnie w srebrnej sopli.


"WŚCIEKŁY PIES" (12 lipiec 2005)

Wściekły pies.

Tylko to przychodzi mi do głowy po tym co ostatnio usłyszałam,
iż sprawcami zamachu w Londynie byli ludzie , którzy mieszkali w Angli.
Przybyli z dalekiego kraju o innej kulturze, innego wyznania.
Zostali przyjęci, osiedlili się, mieszkali pod jednym niebem z Anglikami.
Jednak choroba nienawiści toczyła ich umysły, skoro któregoś dnia
zdetonowali ładunki powodując śmierć tylu osób.
Tylko choroba może tłumaczyć taką zbrodnie.
Wirus zaszczepiony w dzieciństwie, pielęgnowany przez lata.
Widziałam reportaż o szkoleniu małych dzieci w przekonaniu, że ich bóg
pochwala takie czyny, że stają się bohaterami.
A przecież bóg jest jeden, obojętnie jak go ludzie nazywają i jak go widzą.
W kazdej wierze podstawą jest miłość,
a nie nienawiśc kojarzona z szatanem i złem.

Pies, przyjaciel człowieka nie rzuci się na rękę, która go karmi.
Wściekły pies zagryzie właściciela nie dlatego że jest zły,
ale dlatego że zatruto jego umysł jadem wścieklizny.
Umysły terrorystów zatrute są jadem nienawiści.


"MÓDL SIĘ I PRACUJ ... I NIE BĄDŻ SMUTNY" (22 KWIECIEŃ 2005)

Witam Was dzisiaj znowu słowami naszego Papieża Jana Pawła II.
Sporo ostatnio mówiono o nowym Benedykcie XVI, o jego imieniu i o Ojcach Benedyktynach.
Benedykt - przeglądając imienników od Świętego poczynając to dobrzy ludzie, orędownicy pokoju i pojednania.
Mam nadzieję że ten papież też zasłuży na szacunek i miłość, czego mu życzę jak miliony ludzi.
Mimo iż mamy już nowego papieża wciąz słyszy się opowiastki o Janie Pawle.
Mnie spodobała się ta.

Będąc w Klasztorze Benedyktynów wypowiedział z uśmiechem ich sztandarową maksymę:

MÓDL SIĘ i PRACUJ ! a po chwili dodał I NIE BĄDŹ SMUTNY !

Tego i wam życzę, choć czasem to trudne w realizacji, a szczególnie w kraju w którym żyjemy.


"DOBRY OJCIEC Z WADOWIC" (12 KWIECIEŃ 2005)

W ubiegłą niedzielę pod wpływem impulsu pojechaliśmy na mszę św. do Wadowic, gdzie jak
chyba wszyscy wiedzą w domu przy kościele urodził się

NASZ JAN PAWEŁ II - PAPIEŻ NAD PAPIEŻAMI.


Dzień deszczowy i zimny, jakby i niebo płakało za zmarłym.
W Wadowicach tłumy, w kościele tłumy - przeciez kazdy chciał dopchać się do miejsca gdzie przyjął chrzest Karolek.
Na szczęście w czasie mszy tłum przestał krażyć i mozna się było skupić.
Jednak pod koniec już było tak duszno,że po komunii musieliśmy wyjść na powietrze.
Do Domu - Muzeum w którym urodził się Jan Paweł kilku godzinna kolejka, a dookoła znicze , kwiaty i szaliki klubowe zawieszone na kracie w oknach.
Błyskają flesze, prawie kazdy chce miec pamiątkę. Stoiska z pamiątkami, widokówkami no i w każdej cukierni kremówki. Kremówki z Wadowic - jak nie spróbować? Tyle kremówek nie ma chyba w żadnym mieście! Nie mielismy aparatu i kamery - pojechaliśmy się pomodlić w intencji Ojca Świętego i spróbować czy te kremówki są faktycznie takie dobre.
I wiecie co? Są dobre , ale żadna rewelacja.
To nie kremówki sa takie słodkie, tylko wspomnienia z młodosci.

KAŻDY MA TAKIE "KREMÓWKI" W SWEJ PAMIĘCI.

Dla mojego wujka to wspomnienie kromki suchego chleba na przymusowych robotach w czasie wojny.
Moje "kremówki" to też ciastka , tyle że z cukierni w Bukowinie Tatrzańskiej. Podobne do kremówek z ciasta francuskiego wypełnione różową owocową pianką.
Lub też lody malaga przy molo w Sopocie.
Siedząc w tym kościółku w Wadowicach, gdzie czuło się wszędzie obecność Ojaca Świętego
pomyślałam sobie, że z jego nauk tyle można wynieść, że są tak uniwersalne i życiowe,
że starczy ich dla każdego kto otworzy na nie serce.
Dla mnie to najważniejsze w tej chwili jest przesłanie
(tak samo jak dla pewnego irlandczyka , którego wypowiedż słyszałam w TV )

" NIE LĘKAJCIE SIĘ!"

Jak wiecie zawsze zamartwiam się na zapas, co czasami paraliżuje moje działania.
Wiara w Opatrzność - tego teraz potrzeba mi najbardziej.
Sięgajcie do nauk Ojca Świętego, jak do żródła życia, goraco was zachęcam!

ŻYJCIE W MIŁOŚCI I POKOJU !

Poniżej moje dwa ulubione zdjęcia.


"ODSZEDŁ ... NASZ OJCIEC" (2 KWIECIEŃ 2005)

Takiego Ojca jeszcze chyba ziemia nie miała. Tyle modlitw poszło do nieba w różnych językach, tyle pieśni zaśpiewano,
morze łez wylano aby zatrzymać Ojca Świętego wśród nas.
Chcieliśmy go zatrzymać bo go poprostu kochaliśmy.
Jednak w wigilię Święta Miłosierdzia Bożego Stwórca zwolnił go z ziemskiej słuzby.
Czyż nie zasłużył sobie na odpoczynek ten niestrudzony Pasterz i Pielgrzym?
Pokazał nam jak pięknie nieść swój krzyż do końca,
choć był on przez ostatnie lata cierpieniem bardzo chorego człowieka.
Napisałam wiersz - Ojcze nasz ... Janie Pawle - bo taka jest moja modlitwa.
Bóg jest miłosierny!


"Z cyklu: FAJNY FILM WCZORAJ WIDZIAŁAM." (2 marzec 2005)

Znowu z cyklu "Fajny film wczoraj widziałam".
Pamiętacie w radio taki cykl rozrywkowy Kociniaka i Zaorskiego ?
Zaczynało się to tak:
"Fajny film wczoraj widziałem." - Zaorski
"A momenty były?" - odpowiadał Kociniak.
Po czym Zaorski opowiada film oczywiscie w sposób karykaturalny.
Bardzo lubiłam ten cykl.
Tym razem nie chodzi o film tylko spektakl teatru TV. "Profesjonalista" - taki tytuł.
Właściwie spektakl czterech aktorów.
Treść w przybliżeniu:
Przychodzi do literata stary człowiek, objuczony bagażem,
z niezwykłą znajomością życia tegoż literata.
Zaskoczonemu człowiekowi przynosi plik książek twierdząc, że to jego twórczość.
Toczy się rozmowa przerywana przez drugorzedną postać
sekretarki (jako że miejsce akcji to gabinet literata) oraz wtargnięciem wariata.
Słowa przybysza robią coraz większe wrażenie , wręcz wprawiają w osłupienie.
Wyłaniają się szczegóły z literackiej twórczości napisanej ,a zarazem nienapisanej przez bohatera.
Wreszcie co się okazuje?
Stary człowiek to "nawrócony" agent bezpieki komunistycznej, który z prześladowcy stał się
"aniołem stróżem" . Dużą rolę w "nawróceniu" agenta miał jego syn,
profesor literatury, który docenił talent literata,
przechwycił policyjne raporty i przeniósł je na papier.
Syn jako antykomunista zmuszony do emigracji przez reżim zostawił ojca, dla którego
literat stał się jedyną bliska osobą.
Przed pójściem na operację przyniósł mu więc książki oraz całą walizkę
rzeczy które zgubił przez te lata, jak to roztargniony literata.
Zajmująca historia pięknie przedstawiona, ale przecież całkiem realna.
Życie rysuje takie dziwne scenariusze, nieprawdaż?

Ta inscenizacja powstała na podstawie

dramatu Dusana Kovacevicia,
jednego z największych współczesnych serbskich pisarzy i dramaturgów
(oraz autora scenariusza do filmu Emira Kusturicy "Underground"),
który w przewrotny sposób opowiada o więzi łączącej dwóch ludzi,
których praktycznie wszystko dzieli.
Podążąjący przez lata za Teją jak cień Luka przynosi mu coś więcej,
niż tylko niewydane książki czy też dawno zgubione przedmioty,
jak pamiątkowy zegarek ojca Teodora.
Paradoksalnie, z pomocą człowieka, który stał po drugiej stronie barykady,
funkcjonariusza SB, żarliwy niegdyś bojownik o wolność odzyskuje pamięć,
bez której rozliczenie z przeszłością nie byłoby możliwe."
Tak napisano w notatce zapowiadajacej przedstawienie.
Autor: Dusan Kovacević
Przekład z serbskiego: Dorota Ćirlić
Reżyseria: Ryszard Bugajski
Zdjęcia: Zbigniew Wichłacz
Występują: Andrzej Zieliński (Teja Kraj),
Jerzy Trela (Luka Laban),


"DOKTOR HAUST" (20luty 2005)

Najpierw z reklamówki teatralnej :

"Doktor Haust"
Premiera styczeń 2005 roku, Centrum Sztuki Studio
Wojciech Kuczok to autor monodramu napisanego specjalnie dla
Michała Żebrowskiego , który wcielił się w rolę bohatera.
Reżyseria: Magdalena Piekorz
Scenografia: Justyna Smolec
Muzyka: Adrian Konarski
Bohater monodramu "Doktor Haust" jest psychoanalitykiem z pięcioletnią
praktyką lekarską. Akcja sztuki rozgrywa się w jego gabinecie... Terapia dla opuszczonych, którą prowadzi to, obok picia alkoholu, sposób na zagłuszenie samotności, w której nawet szczekanie psa sąsiadów staje się torturą.
"Doktor Haust" to antymieszczański komediodramat ukazujący ludzkie życie okaleczone brakiem miłości, pogłębiony portret psychologiczny współczesnego, dobrze sytuowanego mężczyzny, którego dręczą koszmary przeszłości. Przedstawia w przewrotny sposób sytuację, w której ludzie, rozmawiając ze sobą - przy pełnych pozorach porozumienia - nie rozumieją się wcale. Haust karmi swoich pacjentów wyuczonymi formułkami, w głębi duszy szydząc z nich i z siebie.
"Doktor Haust" to pierwszy monodram w karierze aktorskiej Michała Żebrowskiego.

Teraz moje zdanie o spektaklu, na którym byłam wczoraj w Teatrze Rozrywki w Chorzowie.
Trudno pisać o takim przedstawieniu jakim jest teatr jednego aktora.
Cały teatr to jeden bohater , który przez półtora godziny
( z malymi przerwami) mówi, mówi..... potok słów.
Trzeba być bardzo dobrym aktorem i materia sztuki musi być interesująca,
aby nie zanudzić widza na śmierć.
W tym przypadku jedno i drugie jest super.
Opowieść bohatera , a więc wywnętrzenia psychoanalityka
w wykonaniu tak urokliwego aktora jest interesująca
(o ile kogoś interesują zakamarki ludzkiej duszy) , momentami zabawna a momentami poruszająca.
Jest to co prawda wyrażnie męski punkt widzenia na rozstania,
na nieudane związki damsko - męskie,
ale w takim świetle i wykonaniu nie przeszkadzało mi to wcale.

Poniżej krótkie info na temat autora tekstu, nie znanego przeze mnie wcześniej.
Warto chyba coś przeczytać tego autora!
Wojciech Kuczok (ur. 1972) prozaik, poeta, krytyk filmowy i scenarzysta, speleolog , lauretat nagordy NIKE za poweść Gnój. Doktorant w Instytucie Sztuk Audiowizualnych UJ .
Według jego scenariusza powstał film fabularny Pręgi w reż. Magdaleny Piekorz. Mieszka w Krakowie i w Chorzowie.
Wojciech Kuczok uznawany jest za czołowego młodego nowelistę.
Krytyka wskazuje na dwa aspekty jego dzieła: zmysł stylizatorski oraz kompozycyjny.
Kuczok stylizuje swoje narracje na mowę Ślązaków, górali, ludzi niewykształconych, slang młodzieżowy, co jest o tyle łatwe, że formą podawczą większości jego
opowiadań jest monolog wypowiedziany. Obok zdolności stylizacyjnych,
w jego opowiadaniach widoczny jest zmysł kompozycyjny.
Jego powieści Gnój która stała się bestsellerem i wywołała w mediach dyskusję o przemocy w rodzinie.
"Gnój"jest historią rodzinnego piekła, opowiadaną przez dziecko, które już to
wszystko ma za sobą, już się do tego umie odnieść historycznie,
ale z jakichś przyczyn dzieckiem być nie przestało.
Tu chodzi o te ciarki, które da się wywołać w międzysłowiu;
o tę niespieszność, z jaką rzecz się rozwija; o to obsesyjne celebrowanie fabularnych drobin.
(Wojciech Kuczok)


"Walentynki" (14luty 2005)

Hej!
I już jednodniowa przerwa w poście!
Dzisiaj przecież dzień zakochanych.
Znalazłam w aforyzmach takie zdanie - dobre motto na ten dzień moim zdaniem.
Kochać, to nie znaczy patrzeć na siebie,
lecz patrzeć razem w tym samym kierunku.

Antoine de Saint-Exupéry

Ale powiedzcie sami, ile jest takich par, które to potrafią?
Dla mnie dzień ten jest okazją do zrobienia przyjemności tym których kocham
i których lubię.

Dla Mężusia ułożyłam śmieszny wierszyk .

Dostanie go z drobnym upominkiem - z serduszkiem oczywiście!

Dla domowników sernik z brzoskwiniami w kształcie serca oraz
serduszkowe słodycze.
Dla wszystkich przyjaciół i znajomych - miłe słowa i miłe myśli.
Mam nadzieję że tworzą one ciepłą aurę wokół nich,
i chronią ich od złego.
Przynajmniej chciałabym w to wierzyć.
No a wieczorem - romantyczna kolacja przy świecach.
Lekka fantazja z kurczaka, czerwone wino.....

Całuśnie was pozdrawiam i życzę miłości, bo bez niej wszystko traci sens.


"Posypcie głowy popiołem." (07luty 2005)

W najbliższym tygodniu środa popielcowa.
Ale kto z nas faktycznie posypie głowę popiołem, zastanowi się nad sobą , pochyli się nad biednym bliżnim, niekoniecznie materialnie?
Mam kolegę, który bez przerwy informuje mnie co go boli fizycznie, co mu się podoba a co nie , czym się zajmuje, jednak wogóle nie słucha co się do niego mówi.
Musiałabym chyba powiedzieć mu jakąś sensacyjną plotkę, aby zatrzymał się nad moimi słowami.
Gdybym powiedziała cos szokującego, coś super go interesującego - to kto wie?
Wiekszość ludzi nie słucha, tylko lubi być wysłuchanym.
Sama przyłapuję się na tym, że nie zawsze słysze co się do mnie mówi.
Nawet gdyby tak potraktować słuchacza krzykiem....tez po czasie by się przyzwyczaił.
Znam taką babkę , która zawsze mówi cichutko i flegmatycznie, mimo tego ma posłuch
u swoich dzieci - powód jest prosty, jest konsekwentna w działaniu.
Obejrzałam wreszcie "Dzień Świra" - z Markiem Kondratem w roli głównej.
Nie wierzę żeby ktoś tak wykształcony jak bohater , w dodatku polonista posługiwał się tak wulgarnym językiem, ...chyba że ta jego ogromna frustracja znalazła w tych wulgaryzmach jedno z ujść.
Reszta - to samo życie w naszej ojczyźnie, gdzie człowiek inteligentny, wykształcony, po wieloletnich studiach wegetuje za 800 zł w blokowisku- przy braku akceptacji wznosi mur dziwaczności .

Mur odgradzający go od politycznych oszołomów, ludzi głupich , bezmyślnych i egocentryczny a nawet od nadopiekuńczości swojej przecież kochajacej matki.
Wkręca się w spiralę lekomanii, imaginacji i beznadziei.
Ja to rozumiem.Nie każdy potrafi sie zdystansować od szarości zwykłego, nieudanego życia, kiedy dopiero co było się młodym człowiekiem pełnym marzeń i planów.

Dystansujmy się więc, bądżmy lepsi dla innych, zróbmy dobre postanowienia.
Walczmy z monotonią zycia!
Umartwiajmy sie w poście, pracujmy więcej, stosujmy oczyszczające diety, aby po tym okresie święta były bardziej świąteczne.
Kochajmy, bo zawsze to jakaś szansa na odwzajemnienie naszej milości.


"ZESTAW KARNAWAŁOWY" (03luty 2005)

Nic nie zapowiadało, że wieczór będzie aż tak wyjątkowy.
Tłusty czwartek.
Wypiekło się zestaw karnawałowy już w środę, Mamusia wypiekła rano pyszne pączusie z nadzieniem gruszkowo - borówkowym i rumem.
(Mamusia jest fantastyczna!!!)
Zasiedliśmy po obiadku do ucztowania . Wermucik z lodem do szklaneczki, kawka i ogromny talerz słodkości.
Było bardzo lekko, miło i przyjemnie w podtrzymywaniu staropolskich tradycji.
Obejrzeliśmy ulubiony teleturniej męża w którym jeden z dziesięciu zostaje zwycięzcą, po czym w finale znowu jeden z dziesięciu jest ostatycznym zwycięzcą.
Nie wyłączyłam od razu TV i..... wyobrazcie sobie nadali powtórkę filmu o którym niemal zapomniałam. "Dom dusz"
Urzekająca opowieść o życiu z całą plejadą znanych i świetnych aktorów.

The House of the Spirits (Portugalia,Niemcy,Dania,USA, 1993) Dom dusz
Dramat/Romans
czas 141 min.
Reżyseria: Bille August
Scenariusz: Bille August
Obsada :
Meryl Streep - Clara
Glenn Close - Ferula
Jeremy Irons - Esteban Trueba
Winona Ryder - Blanca
Antonio Banderas - Pedro
Ekranizacja powieści chilijskiej pisarki Isabel Allende.
Epicka opowieść rozciągnięta w czasie na ponad pół wieku,
jest w niej miejsce na wielkie namiętności, tragiczne nieporozumienie,
konflikty klasowe i uczuciowe mezalianse.
Głównym bohaterem jest Esteban, mężczyzna, który ciężką pracą dorobił się fortuny, a przy okazji skrajnie konserwatywnych poglądów, które zostaną wystawione na próbę podczas zamachu wojskowego Pinocheta.

Znowu sięgnęłam do jakiegoś opisu, żeby przybliżyć wam o czym był film.
I tu rozczarowanie. Widać pisał to jakiś facet, i to co napisał jest moim zdaniem nieporozumieniem.
Film jest o wspaniałej i dobrej kobiecie ( Meryl Streep - Clara), której życie nie rozpieszcza od dziecka.
Jest ona osobą która widzi to , czego większa część populacji nie dostrzega w życiu.
Clara od dziecka posiada umiejętności paranormalne, umiejętnosci przewidywania faktów
oraz wizje.
Jest osobą niesamowicie wrażliwą żyjącą we własnym świecie a zarazem bardzo mądrą i kochającą.
Film jest o miłości, która wydaje się wręcz niemożliwą do spełnienia.
Wydaje się że osoba tak szlachetna i dobra nie może kochać takiego mężczyznę jak Esteban Trueba ( Jeremy Irons ).
A jednak.
Esteban - postać początkowo negatywna( mężczyzna silny, nieugięty i bezwzględny) przekonuje się pod koniec życia jak bardzo zbłądził.
Nie zasklpia się jednak, tylko wyciąga wnioski i stara się naprawić zło jakie wyrządził.
Film jest też o pięknym umieraniu ..... i o wielu innych sprawach.
Film jest o cudzie .....jakim jest życie.
Można się wzruszyć, ale także nauczyć jak pięknie żyć, pięknie kochać i.....pięknie umierać.
Polecam!


"Aleksander nieWielki" (27 styczeń już 2005!!!)

Ten tytuł to nie o postaci historycznej, lecz o filmie który usiłował zaprezentować tą postać.
Obejrzałam ten film... z mieszanymi uczuciami.
Nie dlatego, że Aleksander wolał chłopców. Nie dlatego, że analiza psychologiczna tej znanej z historii postaci była z lekka naciągana.
Niby film nakręcony z rozmachem, rozległe plenery....ale ciągle czułam dezorientację i niedosyt.
Historia jest dla mnie dość kłamliwą dziedziną a raczej pseudonauką.
Dociekanie jaki ktoś był i co zrobił tysiąc lat temu, kiedy nie mozna ustalić faktów sprzed tygodnia, przypomina raczej wróżenie z fusów.
Tym bardziej autor tego dzieła mógł się pokusić o śmiałą i wyrazistą prezentację, gdyż i tak byłaby ona jedną z wersji opowieści o tej niewątpliwie znanej postaci.
Szkoda, powstał nie wielki film o Wielkim Aleksandrze.
Nie dziwię się wcale , że dzieło to zostało nominowane do Złotych Malin w wielu kategoriach.


"HUŚTAWKA EMOCJONALNA" (30 listopada 2004)

Dzisiaj miał być ostatni dzień w mojej pracy, po wielu latach (aż strach sie przyznać po ilu!).
Przez ostatni miesiąc pracowałam intensywnie nad znalezieniem wszelkich pozytywów wynikajacych z nowej sytuacji życiowej.
Znalazłam kilka bardzo kuszących perspektyw i zajęć (między innymi pół etatu w zawodzie ,więcej czasu dla siebie, dla nauki rysunku..... ), wiadomo obarczonych pewnym ryzykiem, ale bez tego ani rusz.
I wyobrażcie sobie, wczoraj zapytano mnie czy zgadzam się na wycofanie mi wypowiedzenia.
Na tyle byłam zaskoczona, że nie wiedziałam co odpowiedzieć. Pomyślałam "Lepszy wróbel w garści niż gołąbek na dachu " i....zgodziłam się. Cała samoterapia poszła na marne.
Teraz zaczynam od nowa wyszukiwać pozytywy nowej sytuacji. Taka jest dzisiaj rzeczywistość.
Ostatnio modne określenie to "inteligencja emocjonalna". Ciekawe na ile miała ona wpływ na moją sytuację.
Kiedyś w "radiowej trójce" odbyła się dyskusja na temat - Jaki wpływ na karierę zawodową ma "inteligencja emocjonalna " .
Ja myślę że sporą.
A Wy jak myślicie?


"WARTO BYĆ DOBRYM CZŁOWIEKIEM" (15 pażdziernik 2004)

czyli kilka zdań po obejrzeniu filmu "DOGVILLE"

Reżyser Lars von Trier zgromadził na planie filmu "DOGVILLE" wyśmienitą obsadę: w głównej roli - Nicole Kidman oraz
Lauren Bacall (Pret-a-Porter), Ben Gazzara (Big Lebowski),
James Caan (Ojciec chrzestny),
a także Chloë Sevigny (Dzieciaki), Jeremy Davies (Szeregowiec Ryan),
Paul Bettany (Piękny umysł)

"Akcja filmu, będącego pierwszą częścią trylogii "U, S i A",
rozgrywa się w małej osadzie położonej w Górach Skalistych.
Jest początek lat 30-tych, czas Wielkiego Kryzysu.
Do Dogville przyjeżdża Grace, która ucieka przed nasłanymi
na nią gangsterami i szuka schronienia. Społeczność miasteczka, po namowach swego samozwańczego lidera, mimo ryzyka jakie się z tym wiąże, zgadza się udzielić kobiecie pomocy. W podzięce Grace ma dla nich pracować. Początkowo wszystko idealnie się układa, pracy nie jest zbyt wiele, a mieszkańcy Dogville są zadowoleni. Wkrótce jednak, mając świadomość swojej władzy nad dziewczyną, zaczynają ją wykorzystywać na wszelkie możliwe sposoby. Powoli sytuacja staje się trudna do zniesienia"
To jeden z opisów które znalazłam na temat filmu z konkluzją , że film jest o tym jak łatwo dobro zamienia się w zło.

Moim zdaniem zakończenie filmu sugeruje , że warto być dobrym człowiekiem .
Ludzie są różni, jest wielu którzy nie zawachają się wykorzystać swojej przewagi materialnej lub psychicznej żeby komuś dokopać .
Po obejrzeniu zakończenia filmu niejeden taki gość może zastanowi się nad swym postępowaniem, i będzie lepszy?
Więc jeśli masz jakieś złe intencje i twoje postępowanie nie wypływa z dobroci twego serca,
lepiej powstrzymaj się od złych postępków
i "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe".

A nawiasem mówiąc, bawi mnie to ,jak ludzie potrafią być czołobitni ,
uniżeni wobec "dużej kasy" lub "dużej władzy",
zaś smuci , jak łatwo potrafią biedaka wdeptać w błoto.


"SYNDROM ŚWISTAKA" (12 pażdziernik 2004)

Czy pamiętacie film "Dzień świstaka"?
Facet budzi się i codziennie jest ten sam dzień, ta sama muzyka w radio.....

Pamiętam film raczej mgliście, ale scena o poranku jak ulał pasuje do mojej rzeczywistości.
Wstając po 5-tej, widzę perspektywę dnia szarego, jesiennego z wciaż łudząco podobnymi do siebie obowiązkami.
Okazuje się że taka gonitwa codzienna dotyka wielu ludzi we współczesnym świecie,
dlatego odważę się powiedzieć o tym zjawisku "syndrom świstaka".
Nie jest to przyjemne kiedy zrobiło się rano tak ciemno i zimno.
Dopiero w południe wracam do równowagi , kiedy barwne jesienne liście migoczą w blasku słońca.

Rodzi się tęsknota, za ciepłym morzem, za wspinaczką górską powyżej 1000 m npm, za wędrówką skrajem sosnowego lasu .....


"W wakacyjnym nastroju" (30 wrzesień 2004)


Jeszcze nie tak dawno wygrzewałam się w słoneczku nad brzegiem morza, spacerowałam miedzy gajami oliwnymi, smakowałam świeże figi tak odmienne w smaku od tych suszonych, dostępnych u nas. Jeszcze teraz słyszę fale rozbijające się o skalisty brzeg morski i czuję sól na ustach ... I ten błogi luz, biesiady przy świetle pochodni ze szklaneczką wina z winnicy pana Mario.
Przedłużenie lata poprzez wakacje na południu Europy to generalnie świetna sprawa.
Słońce już nie pali do czerwoności skóry, luz na kempingach ,rozbrykane dzieciaki nie wrzesczą na całe gardło ....same plusy. A ciepło jak u nas w środku lata. Zero TV i ględzenia w radio tylko błoga muzyka która chwyta za serce i szarpie słowiańską duszą.
Najgorsza jest aklimatyzacja do polskiej jesiennej rzeczywistosci.
Ale przecież można już zacząć snuć plany na przyszłoroczne wrześniowe wakacje.
I zaraz robi sie człowiekowi lepiej!
Nie ma jak marzenia!


"SUPER-HIPER M." (23 sierpień 2004)


Jeszcze teraz jestem wzburzona po zakupach w pewnym wydawałoby się super- hiper Markecie.

Na temat zakupów w dużych sklepach już wcześniej miałam wyrobione zdanie.
Dużo bubli, czasem z zachęcającą ceną a czasem nawet wygórowaną.
Trzeba mieć wprawę, aby kupić coś przyzwoitego w normalnej cenie.
Częste praktyki to zawyżanie cen, aby robić wyprzedaże które przyciągaja klienta- i wtedy sprzedać towar w normalnej cenie.
Trzeba też uważać , aby nie kupić całej masy zbytecznych rzeczy, które pojedyńczo nie kosztują wiele, jednak w kasie przyczyniają się do rachunku na kilkaset złotych.
Nie przeczę że udało mi się kupić coś niedrogo i w dobrej jakości, ale trzeba mieć samodyscyplinę i włączony czujnik podejrzliwości. Zabrakło nam tego właśnie w ubiegły weekend, kiedy to odebraliśmy deski podłogowe w znanej sieci marketów budowlanych L...-M...
Widząc na wystawce próbkę podłogi z desek sosna - rustic zamówiliśmy dwa tygodnie temu taki własnie komplet desek podłogowych .
W sobotę dowiedzieliśmy się że juz są, więc postanowiliśmy je odebrać.
Czekały na nas zapakowane w folię.
Nie podejrzewając podstępu przywieżliśmy je i rozpakowali , chcąc poukładać w stercie.
Trudno sobie wyobrazić aby ktoś z takich koślawych, dziurawych desek poukładał podłogę!!!
Natrudzili się moi chłopcy, wnieśli na 1 piętro. Przeglądaliśmy kilka godzin chcąc wybrać jakieś w miarę proste i bez dziur po sękach.
W końcu wszystkich to tak wkurzyło ,że wpakowaliśmy kaprawe dechy do samochodu i pojechaliśmy je oddać.
Chyba wiedzieli co nam zapakowali, bo bez słówka protestu odebrali towar.
Jeden tylko zapytał w jakich warunkach leżały deski.
Widać mechanizm jest taki,że jak ktoś nie rozpakuje od razu i nie sprawdzi, to wmówią mu,
że żle składował deski i to jego wina. Zrobiliśmy 40 km , napracowali przez kilka godzin w trójkę i wszystko na marne. Ciekawostką jest,że zwrócono nam kwotę o 3 grosze mniejszą - tego to już całkiem nie jestem w stanie pojąć.
Piszę to dla przestrogi! Sprawdzajcie co się da na miejscu i podchodżcie do każdej oferty z dużą dozą nieufności. Teraz szukamy stolarza - dobrego rzemieślnika, który zrobi porządną podłogę z desek sosnowych.


"EFEKT MOTYLA" (3 sierpień 2004)


czyli nigdy nie wiadomo co człowiekowi na dobre wyjdzie.
Takie właśnie myśli mi się nasunęły po obejrzeniu filmu "Efekt motyla"
Film z lekka magiczny, może trochę naciągany, ale wśród innych beznadziejnych produkcji - nienajgorszy.
Krótki opis - poniżej.
Są ludzie którzy spóżnili się do pracy lub na samolot i dzięki temu uniknęli katastrofy lub zamachu .
Niezbadany jest gąszcz ludzkich losów i przeznaczeń nimi kierujących. Dlatego wierzcie mi , niech sobie nurt życia płynie, a Wy jak listek na wodzie unoście się na falach zycia.
Starajcie sie sterować wiosłem lub zaglem, czyli tym, co komu Bozia dała a więc rozumem, zdolnosciami, zapobiegliwością .....
Nie załamujcie się, choć na każdym kroku zycie daje nam ku temu powody.
Cieszcie się chwilą, bo w źyciu piękne są tylko chwile!
To jest też moja terapia ostatnich tygodni - powtarzam sobie i moim bliskim to na okrągło.
Drugim sposobem na życie to robienie czegoś, co się naprawdę lubi.
Ja coraz bardziej lubię rysować i robię to regularnie. może nawet robię postępy?
Umieszczę w najbliższym czasie coś nowego z moich obrazków - ocenicie sami.
Lubię też napisać coś do Was na stronkę, chociaż może tego nawet nikt nie czyta.

EFEKT MOTYLA
(Butterfly Effect) reżyseria: Eric Bress, J. Mackye Gruber
scenariusz: J. Mackye Gruber, Eric Bress
produkcja: USA

Kiedy Evan Treborn odkrywa,
że może zamieniając wspomnienia odwrócić bieg swojego niezbyt udanego życia,
przypadkowo zmienia też losy swoich najbliższych, i to z jak najgorszym skutkiem.
Gdy "nowe życie" w coraz bardziej niebezpieczny sposób wymyka mu się spod kontroli,
Evan musi odkryć wydarzenie ze swej przeszłości, które może uchronić go przed śmiercią
i połączyć z ukochaną.
Występują: Ashton Kutcher, Amy Smart, Melora Walters, Eric Stoltz, Seann William Scott


"Majówka w Poznaniu" (8 maj 2004)


Napiszę o niej krótko:
ładna pogoda, miłe spotkania, nowe miłe znajomosci,
duza porcja lodów na poznańskim rynku i fajna komedia w Multikinie
"Lepiej póżno niż póżniej"
O spotkaniach nie napiszę, bo mogłoby wyglądać to na obgadywanie, może więc o filmie.
LEPIEJ PÓŹNO NIŻ PÓŹNIEJ
(Something`s Gotta Give)
reżyseria: Nancy Meyers
scenariusz: Nancy Meyers
produkcja: USA
czas: 128 min
dozwolony: od 15 lat
Bohater filmu prowadzi dość wygodne i szczęśliwe życie,
a jego partnerką jest dużo od niego młodsza kobieta,
która w zasadzie mogłaby być jego córką. Ta sielanka zmienia się zupełnie,
kiedy mężczyzna poznaje matkę swojej ukochanej i okazuje się,
że oboje mają ze sobą bardzo wiele wspólnego
Występują: Jack Nicholson, Diane Keaton, Amanda Peet, Keanu Reeves
Tyle oficjalny opis.
Dla mnie to bardzo miły obraz, który pokazuje że nawet wtedy , kiedy wydaje sie to niemożliwe - między dwojgiem ludzi może zaiskrzyć uczucie.
Gra aktorów niezwykle urokliwa , no i mnóstwo sytuacji komicznych.
W sumie fabuła bardzo banalna, ale w takim wykonaniu przyjemnie ogląda się nawet banały.


"Kapitalizm z ludzką twarzą?" (28 kwiecień 2004)"


Zaczęło się od tego,że zaraziłam się "unijną gorączką". Wiecie co to za choroba?.
Po info o tym że w unii będziemy za wiele artykułów płacić o 15% a nawet 22% drożej,
wielu ludzi postanowiło kupić taniej- i chyba nie ma się czemu dziwić.
A więc w marketach hurtowniach i innych firmach zaczęła się unijna gorączka.
No i ja uległam tej chorobie, zrobiłam listę , wzięłam dzień urlopu i ....
W trakcie zakupów dał znać o sobie " kapitalizm" w postaci związkowca,
który zawiadomił mnie że jestem na liście do zwolnienia i pytaniem czy życze sobie, aby zwiazek mnie bronił.
Nowy właściciel przeprowadza restukturyzację polegająca na redukcji etatów umysłowych.
W wielu działach to co np. dwie osoby robiły za kiepską wypłatę
powinna wykonywać jedna za równie kiepską wypłatę.
A może tym którzy zostaną póżniej dadzą podwyżki? To sie okaże.
Do tej pory pocieszałam koleżanki które wcześniej były zwolnione, ale wierzcie mi,
że kto tego nie przeżył nie może sobie wyobrazić jak człowiek się czuje.
Dla mnie to było o tyle bardziej przykre, że w poprzednim tygodniu dostałam zaproszenie na uroczysty obiad z okazji jubileuszu 25-cio lecia pracy (w tym 20 lat pracy w tej firmie).
W jednej rece dyplom, a w drugiej zwolnienie!
Kapitalizm nie ma ludzkiej twarzy, po kieszeniach tylko dzwoni kasa i szeleszczą papiery z rachunkiem ekonomicznym.
tak to chyba już jest.


"Bal u Wolanda" (18 marzec 2004)


Ładnie!!! w poście na bal? Tak sobie pomyśleliście?
W kraju katolickim, mimo pewnych luzów wprowadzonych ostatnio nie przystoi się bawić w tym okresie. I słusznie.
Nie byłam na balu o jakim myślicie.
Byłam na spotkaniu z SZATANEM, w którego wcielił sie niejaki Maleńczuk. Zapewne go znacie, gdyż jest to gwiazda wykreowana przez program Polsatu - Idol.
Człowiek nietuzinkowy i kontrowersyjny twórca. Dopiero z programu dowiedziałam się , że odsiedział 2 lata za uchylanie się od służby wojskowej.
Tam też zdobył zawód spawcza - ślusarza.

A więc, jak zapewne się domyślacie, byłam na spektaklu w Teatrze Rozrywki w Chorzowie opartym na znanym tytule "Mistrz i Małgorzata" Bułhakowa.
Bardzo byłam ciekawa tej prezentacji, po licznych , iście szatańskich
zapowiedziach Maleńczuka w TV.
Tekst Bułhakowa miałam w mglistej pamięci, gdyż czytałam go bardzo dawno - no i dobrze.
Pomogło mi to w zrozumienu , a nie narzuciło natrętnych porównań przedstawienia z oryginałem.
Widowisko , bo tak należy je określić, przerosło moje oczekiwania. Nie będę opisywać treści, bo chyba każdy to czytał. Klimat komunistycznej Moskwy z jej obywatelami, towarzyszami, kolektywem.....został oddany świetnie! Plugastwo tych czasów, a więc łapówkarstwo, donosicielstwo, pijaństwo, zakłamanie, chciwość ............ przedstawione przez cała rzeszę świetnych śląskich aktorów. No i to ponadczasowe zło gnieżdżące się w człowieku, niezależne od ustroju, a spotęgowane przez komunistyczny terror strachu.
Świetna oprawa muzyczna w wykonaniu Jazz-bandu, zespołu Homo Twist , kwartetu smyczkowego i fortepianu.
Maciej Maleńczuk, jako początkujacy aktor spisał się nieżle, zaś jako wokalista był diabelsko dobry.
Najlepszą z aktorów była Elżbieta Okupska w roli Behemota - kocurzyca opięta w czarną skórę z czarnym kołtunem włosów na głowie.
Towarzyszył jej Artur Święs w roli Korowiowa, aktor świetnie dobrany do tej roli. Małgorzatę grała Anna Kadulska.
Zresztą wszyscy aktorzy grali świetnie w scenerii socrealistycznej z kryształowymi żyrandolami z czasów carskiej Rosji w tle.
Jak każde dobre dzieło , wielopłaszczyznowe, można było potraktować go jako zwykłą komedię, lub też jako motywację do głębszych rozważań na temat dobra i zła, boga i diabła, grzechu i czystości.
Nawet jeśli nie chcecie sobie tym zaprzątać głowy, warto się wybrać, bo wrażeń jest wiele, a cena biletów przystępna jak na polską biedę (20-35zł).


"Plaga terroryzmu" (11 marzec 2004)


"Liczba ofiar śmiertelnych zamachów bombowych na madryckiej kolei może być znacząco wyższa niż podawany dotychczas bilans 131 osób - podał szef służb bezpieczeństwa władz miejskich Madrytu."
Tyle jeden z oficjalnych komunikatów w dzisiejszy czwartkowy dzień.
"Ekspert Karolczak nie widzi powodów do radykalizacji działań separatystów. "Przed niedzielnymi wyborami takie zamachy nie przysporzą zwolenników Baskom"
- powiedział.
W tej sytuacji - jego zdaniem - bardzo prawdopodobne jest,
że za zamachem mogą stać organizacje, które są przeciwne
obecności wojsk koalicyjnych w Iraku. "Być może to pierwszy
zamach na członka koalicji antysaddamowskiej poza granicami
Iraku" - powiedział ekspert. Ponad tysiąc Hiszpanów służy w
międzynarodowej dywizji w Iraku pod naszym dowództwem. Ich kontyngent jest
trzecim co do wielkości po polskim i ukraińskim.
Powiedzcie , czy my będziemy nastepni?
Niezależnie od tego pod jakim sztandarem działają , żadna religia, żadna idea tego nie może usprawiedliwość.
Ile musi być nienawiści w ludziach skoro robią sobie nawzajem takie rzeczy?
Do czego jeszcze zdolni są terroryści? Czasami wydaje mi się że są oni niepoczytalni umysłowo skoro to robią.
I cóż można zrobić w takiej sytuacji? Zostaje tylko współczucie ofiarom ... i chyba nic więcej. Mam ochotę zaszyć się do mysiej dziury. Nie wiem kiedy odreaguję te przygnębiajace wieści.


"Stachura czyli list do pozostałych" (10 luty 2004)


Byłam wczoraj na spektaklu "Stachura czyli list do pozostałych" . Autorem scenariusza , muzyki i inscenizacji jest wieloletni przyjaciel poety Jerzy Satanowski.
Większość piosenek prezentowanych w tym spektaklu powstało w czasie ich wspólnej pracy za zycia poety. Spektakl to próba opisania losu jednego z najbardziej ciekawych poetów powojennej polskiej literatury. Poprzez fragmenty prozy, poezji , piosenek, listów i wspomnień autor pokazuje ewolucję jego myslenia o świecie od młodzieńczej euforii poprzez dojrzałą refleksję aż do całkowitego zwątpienia zakończonego samobójczą śmiercią. Wykonawcy: Mirosław Czyżykiewicz, Radosław Elis, Andrzej Perkman, Jan Janga Tomaszewski.
Tyle oficjalnie o przedstawieniu.
Edward Stachura- człowiek niezwykle wrażliwy - balansujący na linii życia , wieczny wędrowiec po świecie po ludzkich uczuciach i odczuciach, pięknie ujmujący cała jaskrawość tego życia.
Przypomniałam sobie słowa , które pięknie definiują istotę człowieka, natury ludzkiej i tego czego dotykamy. Przepięknie ujmuje w słowa najprostsze z odczuć- głodu, chłodu, sytości , ciepła, wędrowania, piękna natury i piękna chwili i...............wszystkiego co nas dotyka, wędrowców po tym świecie. Odkurzyliśmy z mężem "CAŁĄ JASKRAWOŚĆ", aby spojrzeć w wolnej chwili na tą naszą mrówczą szarość z innej perspektywy, aby wznieść się nad tą pradoliną naszą i zobaczyć w całej jaskrawości istotę bytu człowieczego. I nigdy nie jest zapóżno aby to zrobić, aby powędrować drogą polną, drogą górską lub miejską i spojrzeć na nią wyraziście i pięknie, jak potrafił patrzeć Stachura.